Znam z tuzin języków, włącznie z łaciną, tą martwą i tą stosowaną. Ale nie myślałem, że będę jeszcze uczył się czeskiego. Miałem raczej ambicje na japoński lub chiński, choćby uproszczony mandarin. No cóż, po powrocie do Europy ważniejsza okazała się gwara sąsiada.
W ogóle sąsiedzi są ważni, tylko my, ignoranci autorytatywni, nie potrafimy uszanować ich domy i uczuć. Niemcy siedzą cicho, ciesząc się, że choć raz to nie oni występują w roli dominatora. Ale Rosja wkurza się na serio, a to nie jest w naszym interesie.
Za to Czesi spoko, nikomu nie wadzą. Idą spać z kurami, wstają wcześnie, o 11-tej ogarniają lunch, kończą pracę o 4-tej po południu, a potem piją výborné pivo. Gorzej z żarcią – zupa czosnkowa, kachna i vepřové kolínka. Ileż można jeść knedlíczkův i modréj kapusty? Młodzież nie pije. Oni coś tam jarają i od rana do wieczora siedzą w fitnessie. Rośnie pokolenie, które nie będzie zainteresowane fine diningiem, whisky barem i cigar loungem. Oni sprawdzają godziny otwarcia fitnessu i czy na pewno jest wystarczająca selekcja ostatnich modeli auto-tortur.
Najlepiej hotele zmienić. Dziś, planując hotel, trzeba to uwzględnić. I jeszcze przekonać właściciela do stworzenia konceptu, zamiast oferować wszystko, gdy EBITA się nie spina.
Pragę znam zawodowo i turystycznie.
Komentarze (0)
Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe.