Każdy hotel mierzy się z czynnikami, które niczym niewidzialne magnesy odciągają go od osiągnięcia pełnego obłożenia. Choć z pozoru mieliśmy już zapełniony grafik, anulacje, niedojazdy (no-show), czy skrócenia pobytów potrafią zredukować finalny poziom frekwencji, a tym samym obniżyć prognozowany przychód. Zdarza się, że mamy datę ze 100 proc. obłożenia, a kończymy z wynikiem np. 94 proc.

Jak można świadomie przeciwdziałać takim elementom i zatrzymać obniżkę przychodów hotelu? Kluczem jest świadome zarządzanie ryzykiem.

ANULACJA VS. NO-SHOW: RÓŻNICA MA ZNACZENIE

Choć efekt końcowy anulacji i niedojazdu jest ten sam różnica w czasie reakcji jest diametralna. Anulacja to szansa: gość informuje nas o rezygnacji. Ta informacja daje nam cenny margines czasu. Hotel ma moment na reakcję i próbę ponownej sprzedaży pokoju. No-show to nieodwracalna strata. O niedojazdach dowiadujemy się dopiero po zamknięciu doby hotelowej.

Trzecia forma, czyli skrócenia pobytów, często spotykana w hotelach wypoczynkowych (np. w wyniku nagłego pogorszenia pogody), to kolejny czynnik ograniczający przychód. Choć trudniej im zapobiec, ich analiza jest równie ważna.

JAK NIWELOWAĆ RYZYKO NO-SHOW

Proaktywny kontakt z gościem. Wiele niedojazdów dotyczy rezerwacji niegwarantowanych – nieopłaconych z góry czy niezabezpieczonych kartą kredytową.