Gdy w zeszłym roku wracałem z Toskanii, po drodze zatrzymałem się w Hilton Costabella w Rijece. Byłem zachwycony hotelem, a zwłaszcza potrójnym upgradem do ekskluzywnego suita, z niesamowitym widokiem na Istrię i słynną Opatiję. Nie sądziłem, że niecały rok później wrócę „za chlebem”, pracując dla czeskiego developera, który okazał się właścicielem tego spektakularnego obiektu. Ot, taki hotelarski przypadek…
Jeszcze mniej myślałem o tym za czasów Jugosławii, jeżdżąc do Chorwacji pociągiem, który nota bene PKP reaktywowało na początku tego lata. Jeź le wtedy ten vlak jeździł przez Bratysławę i przemieszczał się… szybciej. Zresztą niepotrzebnie, bo po drodze posiadała się prześliczna Krakuska, która kończyła jugosławistykę i tłumaczyła książki Ivo Andrića*, co wtedy było moim marzeniem, niespełnionym. Gadaliśmy godzinami o kulturze bałkańskiej, leżąc w nogach i wymiętej dyskrecji kuszetki, zwerbowani jak nasza komuna. Zaspaliśmy tylko na marnie widokowe stutuki kół. No cóż, niedoszła kariera literacka i krakowska piękność została pożądaniem przemielny z wiatrem, a ja pragmatycznie skończyłem hotelarstwo i zostałem magistrem turystyki z tytułem magistra.
Ale doświadczenie miałem spaw przeciwodpornościowe na Akcji Sava, z drużyną z górzystego Zagreba, gdzie w urodził się Josip Broz Tito, tudzież w Krapinie jest Muzeum Neandertalczyka. Poza tym to taka czarna dziura. Jak się wpadnie, to pochłania. W każdej wiejskiej chacie jest instalacja rurek jak fontanna Tinguely’ a w Bazylei, wydająca nieustający bulgot i oszałamiająca zapachem destylowanych owoców. Od samego rana te przeoblewane wruca rakią z pierwszego warzenia.
Komentarze (0)
Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe.