Nie ma skrótów
Arek Dawidowski
Kiedy marka Novotel ogłosiła w 2025 r. strategię „Longevity Everyday”, przez branżę przeszedł dreszcz ekscytacji. Wreszcie duży gracz bierze na poważnie temat długowieczności i wychodzi z nim poza niszę luksusowych klinik. Problem w tym, że „longevity” znaczy coś zupełnie innego niż lepsze łóżko i menu z większą ilością warzyw. I tej różnicy nie przykryje żadna kampania marketingowa.
Novotel oparł swoją strategię na czterech filarach: Sleep, Eat, Move, Meet. Czyli w założeniu: codzienne, dostępne dla każdego nawyki prozdrowotne wbudowane w pobyt hotelowy; nowe, certyfikowane łóżka premium; menu z 25 proc. opcji roślinnych; integracja aktywności z codziennym pobytem; budowanie relacji społecznych jako elementu zdrowia. Strategia jest spójna, przemyślana, odpowiadająca na realne potrzeby gości. I Novotel uczciwie nie obiecuje wydłużenia życia. Obiecuje lepszy sen i zdrowsze jedzenie.
NOWE ŁÓŻKO TO JESZCZE NIE LONGEVITY
Ale czy to longevity? Andrew Gibson, wieloletni ekspert wellness hospitality i były wiceprezes ds. wellbeing Accor (sieci, do której należy Novotel), jest bezpośredni w swojej ocenie, stwierdzając: Termin „longevity” w kontekście hotelarskim zaczyna pełnić funkcję marketingowego buzzwordu, który zastępuje wcześniejszy „wellness”, implikując korzyści, których nie można zweryfikować. Rynek jest niedoregulowany, pełen mydlanych deklaracji i produktów, które mają niewiele wspólnego z realnym wpływem na zdrowie. Gibson sugeruje nawet, że precyzyjniejszym i bardziej etycznym pojęciem byłby „health span” [dłuższe życie w zdrowiu] – bo ten nie obiecuje nieśmiertelności, tylko lepszą jakość życia przez jak najdłuższy czas.
Mam w tym sporą własną praktykę. W 2014 r. – zanim longevity stało się modnym hasłem w polskiej branży – byłem w pierwszym zespole tworzącym koncepcję zabiegową opartą na tym trendzie dla Sante Uzdrowisko Miejskie w Warszawie.
Już wtedy okazało się, że najtrudniejszym elementem nie była przestrzeń, nie był sprzęt, nie było menu. Był nim system diagnostyki: zebranie danych o gościu przed pobytem, ich interpretacja, monitorowanie zmian w trakcie i po zabiegach. To właśnie ten element zdecydował, że przez kilka lat obiekt poszedł bardziej w stronę wellness i beauty, a komponent medyczny pozostał dodatkiem. Nie z powodu braku woli.


Komentarze (0)
Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe.