Rok przywitałem we Florencji, oglądając toskańskie fajerwerki z executive lounge na ostatnim piętrze Hiltona i popijając przednie Chianti Classico, czyli z samego serca regionu. Na bogato! Mniej bogato wróciłem do kraju.

Bo pomijając superaktywne radary, aplikacja ASFINAG nie aktywowała mojej opłaty za e-vignette, więc teraz dostaję seryjne mandaty z Austrii za nieopłacone autostrady. Każdy odcinek 300 euro, a może tego być sporo. Nauczka i przestroga przed ślepą wiarą w AI. Lepiej zjechać na pierwszą stację benzynową i tam się aktywować, plus kulturalnie wysiusiać za euro. Alternatywnie wypić austriacką kawę, której szanujący się Włoch nawet by nie ruszył. A propos, we wszystkich językach na świecie Włochy nazywają Italia, oprócz po naszemu i po madziarskiemu. Może ma to związek z hymnem, bo Wybicki musiałby napisać „z ziemi italianskiej do ziemi bezpańskiej”?

Wróciłem, jak Dąbrowski z włoszczyzny do rzeczywistości. I okazało się, ze mój świąteczny felieton, w wersji elektronicznej, wyglądał jak bełkot Trumpa. Hmm, informatyk (który „zapuścił buga w swoim skrypcie, mającego formatować treść”, ale jak widać, czasami źle formatuje) niekoniecznie mnie lubi. Może to dlatego, że mądrzę się w językach, a nawet po polsku zapominam postawić kropki nad „ż” [i ogonka pod „a” i „e”]. Ale Naczelny, zapewnił, że w wersji papierowej wszystko było jak najbardziej na miejscu. I rzeczywiście!