Maj był napakowany konferencjami i podróżami. W Barcelonie byłem wiele razy, turystycznie. Tym razem leciałem na urodzinowe party znanej osoby z branży. SLS, Sofitel rooftop, Soho House – white tie… Takim zaproszeniom się nie odmawia. Towarzystwo światowe, od nas też garstka hotelarzy.

Ku radości pasażerów na tej trasie LOT serwuje wino i piwo gratis. Niestety z niezjadliwym pasztecikiem wegańskim, którego nawet mewy na Barcelonetcie stanowczo odmówiły. Jeszcze nie sezon, ale full narodu wszędzie, z Sagrada Familia najwyżej można sobie zrobić selfie, z dystansu, a Park Güell sprzedaje bilety z tygodniowym wyprzedzeniem. Więc lepiej zgubić się na Starym Mieście w wąskich uliczkach przypominających Le Marais w Paryżu, tylko zamiast crêpes wszechobecny tapas i kolejki do lodów, mimo że wieczorami ciepło nie było. Za to gorąco było na Camp Nou, gdzie Szczęsny podczas El Classico cudnie się wybronił i Barcelona ograła Real. Po powrocie do kraju od razu HIT. Tym razem, przy prezentacji STR, zabrakło Jakuba Klimczaka. Myśleliśmy, że zastąpiła go sztuczna inteligencja. A to był nowy prelegent z krwi i kości, Tangi Chow, który zgodnie z tradycją udowodnił, że jest dobrze i będzie jeszcze lepsiej.

Oczywiście wciąż mówimy o revenue, bo marże płaskie jak paryski naleśnik. Tym razem konferencja była w Focusie – prawie nówka sztuka, więc wszystko działało. Nawet klima ustawiona idealnie, tak żeby nie zasnąć, ale i się nie przeziębić.