Od kiedy Naczelny zajmuje się tym, co robi najlepiej, a konferansjerkę prowadzi fachura od nawijania makaronu na uszy, da się zauważyć wyraźny fokus-pokus organizacyjny. Panele mieszczą się w czasie, Pani Ministra i Maestro Grochowski-Moustache odpowiadają na niewygodne pytania, a publiczność może się sfokusować na rozmowach kuluarowych i na cateringu, który tradycyjnie w Focusie nie zawiódł.

Ale że o konferencji jest już dużo „Hotelarzu” i będzie jeszcze więcej w kolejnych wydaniach, więc ja mogę sobie podarować cięte komentarze, bo jeszcze się komuś ważnemu narażę. Więc teraz pełen fokus na rumuński bev-cost-cud, ale najpierw felietonowy suspens.

W Fantazji na Chopinie (lotnisku) też się fokusują. I to bardzo mocno, bo ten micro lounge potrafi dziennie obsłużyć 900 osób. Wejściówka w godzinach szczytu graniczy z cudem nad Wisłą. A jeśli się uda wejść, to trzeba walczyć heroicznie, bo dania szybko znikają, a miła obsługa pociesza, że nie jest źle, bo jeszcze zostały ziemniaki, które właśnie się grzeją. Grzeją się również goście, bo air-condition nie przerabia takiej masy pasażerów, których objętość stabilnie wzrasta, pewnie po tych odgrzewanych pyrach.

W Bukareszcie byłem kilkukrotnie, a teraz pierwszy raz low-costem. Jakoś wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że istnieje miasto stołeczne bez wielkiej rzeki. Rozumiem Białystok, ale taki Bukareszt to naprawdę powinien załapać się na piękny i modry Dunaj, a nie jakąś Dâmbovițę.