Kolejny odcinek autobiografii Conrada Hiltona „Be my guest”, w którym opisuje on drogę do swojego pierwszego hotelu pod własnym nazwiskiem.
„Byłem znudzony przebudowywaniem i odnawianiem starych, zniszczonych hoteli. Siedząc w salonie matki zacząłem marzyć. Widziałem wysoki, najnowocześniejszy hotel z nazwiskiem Hilton na froncie. Zacząłem szkicować go na papierze. Przy tym zajęciu zastała mnie matka. Powiedziałem jej, że tym razem marzę o czymś naprawdę wielkim, na co będę potrzebował milion dolarów. Matka poradziła mi, żebym się pomodlił, bo milion dolarów to poważna sprawa.
Zdobycie pierwszego miliona dolarów było dla mnie wielką przygodą, którą można by porównać do żeglugi dookoła przylądka Horn lub zdobycia Mount Everest (…). Rozpocząłem przygotowania od tournée po biurach architektonicznych. Miejsce pod budowę hotelu znalazłem w części handlowej Dallas. Architekci obliczyli koszt hotelu na milion dolarów. Prawdopodobnie powiedzieli sobie po cichu »milion z hakiem«. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że sumy kosztorysowe są zawsze przekraczane i nie słuchałem dokładnie, co tam sobie mówią po cichu. Zamówiłem projekt i zabrałem się do zbierania miliona.
Miałem do dyspozycji 100 tysięcy dolarów. Liczyłem, że moi niezawodni przyjaciele pożyczą mi dalsze 200 tysięcy. Suma ta pokryje zaledwie koszt działki, nie zostanie ani grosza na budowę. Postanowiłem więc porozmawiać z mister Loundermilkiem, właścicielem działki.






Komentarze (0)
Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe.