To był szary i ponury poranek, jeden z takich, które nie zapowiadają słonecznego dnia. I właśnie wtedy – 6 stycznia 2015 roku, pełna obaw i stresu, pierwszy raz weszłam do sali wykładowej George Brown College w Toronto. Miejsce zupełnie nieznane, wszędzie pełno było nowych, obcych twarzy, w głowie kłębią się pytania: czy dam radę? tak daleko od domu; paraliżował mnie strach i nawet przez sekundę nie przeszło mi przez myśl, że w tamtej chwili rozpoczęła się największa i najbardziej ekscytująca przygoda mojego życia: studia hotelarskie w Kanadzie!
Co prawda przed przyjazdem do Kanady pracowałam w kilku hotelach w Chinach (gdzie trafiłam – nie wiedząc co ze sobą zrobić po licencjacie z romanistyki na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie – do restauracji 5-gwiazdkowego Hengda Hotel w Chongqing jako guest service manager, a potem do działu sprzedaży w 5-gwiazdkowym Fujian Hotelu w Szanghaju, gdzie zajmowałam się też social mediami) i w Polsce (w recepcji warszawskiego Polonia Palace). Niby wiedziałam, jak to wszystko wygląda i czego się spodziewać, jednak tutaj wszystko okazało się nowe i inne. W Kanadzie zaczęłam uczyć się hotelarstwa od podstaw. I właśnie ta moblilizacja sprawiła, że nagle poczułam – w końcu na 100 proc. – że to jest coś, co chcę robić w życiu!
Codzienność na uczelni – nacisk na praktykę
Zajęcia w George Brown College prowadzone były przez doświadczonych hotelarzy, którzy mieli nie tylko ogromną wiedzę, ale co najważniejsze niezwykłą pasję. Nie przekazywali nam jedynie tego, czego musieliśmy (i chcieliśmy) się nauczyć, ale powoli, z dnia na dzień sprawiali, że wszyscy w grupie pokochaliśmy hotelarstwo. Zajęcia były bardzo urozmaicone, zaczynajac od historii hotelarstwa przez miksologię, zajęcia o winie, aż po matematykę i księgowość. Ta ostatnia niemal wszystkim sprawiała masę problemów. Dla mnie okazała się jedną z najtrudniejszych rzeczy do pokonania. Nic dziwnego – umysł humanistyczny potrzebuje więcej czasu, by ogarnąć skomplikowane zadania księgowe. Ale kiedy dostałam oficjalne wyniki potwierdzające, że zaliczyłam ten przedmiot, mogłam odetchnąć z ulgą. Nigdy w życiu nie byłam bardziej szczęśliwa. Formułki i teoria są ważne, ale studia hotelarskie w Kanadzie kładą nacisk przede wszystkim na praktykę. I to było w tym wszystkim najfajniejsze. Zajęcia z mikslogii mieliśmy w klasie, która wyglądała jak bar, a my niczym przyszli barmani nie tylko tworzyliśmy coraz bardziej oryginalne drinki, ale ich wszystkich próbowaliśmy.






Komentarze (0)
Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe.