Rozmowa z Elżbietą Nitsze, nowym dyrektorem generalnym 4-gwiazdkowego Airport Hotel Okęcie, o rynku przylotniskowym, globalnych markach oraz roli dyrektora w budowie i przebudowie hotelu, który powiększa się właśnie dwukrotnie.

Airport Hotel Okecie jest jedynym polskim niezależnym hotelem w strefie przylotniskowej konkurującym z Courtyardem, Hamptonem, Novotelem, Mercure, B&B oraz skandynawskim Sound Garden i sieciową Gromadą. Zarządzanie takim obiektem musi być ogromnym wyzwaniem.

Trzeba pamiętać o tym, że mamy 13-letnie doświadczenie na rynku i w tym czasie rozważaliśmy możliwość wejścia pod którąś z marek. Pierwszy raz tuż przed otwarciem w 2001 roku. Moglibyśmy więc mieć wsparcie związane z brandem sieciowym, jednak postanowiliśmy pozostać przy własnej marce, elastyczności w podejmowaniu decyzji i swobodzie rozwoju produktu. Właśnie tym się wyróżniamy na rynku, jesteśmy inni niż wszystkie inne wspomniane hotele w okolicy.

Gdyby próbować porównać Airport Hotel Okęcie do jednej z marek, do której najbardziej by pasował: Holiday Inn, Hilton Garden Inn, Best Western Premier, Golden Tulip, Mercure?

Myślę, że nie da się porównać do żadnej marki i nawet nie chcemy tego robić. Nasza marka to Airport Hotel Okęcie, mocne cztery gwiazdki. Staramy się dbać o komfort gościa najwyższym standardem obsługi i nowoczesnymi rozwiązaniami. Przez 13 lat nauczyliśmy się obsługiwać i podchodzić indywidualnie do każdego gościa. Potrafimy analizować i spełniać jego oczekiwania, dzięki czemu nie tracimy przewagi na tym szczególnie trudnym rynku, na którym – to prawda – warunki dyktują hotele sieciowe.

Hotele przylotniskowe z założenia mają taki handicap, że większą część ich gości stanowią obcokrajowcy podróżujący w celach biznesowych. A ci korzystają raczej z hoteli sieciowych.

W tej chwili dużo częściej samolotami podróżują również Polacy, biznes na Lotnisku im. F. Chopina cały czas się rozwija, coraz więcej jest tanich linii lotniczych, a latanie staje się powszechne. Faktem jest, że każdy globalny program lojalnościowy sieci posiada swoją bazę klientów. My jednak mamy swoich wieloletnich stałych gości wypracowanych dzięki dobrym relacjom i usługom. Poza tym jest to ważny, ale nie jedyny segment w tym rejonie. Głównym klientem, na którym się skupiamy, jest nie klient z lotniska ale z lokalnego biznesu. Nasz hotel znajduje się pomiędzy kilkoma już istniejącymi i dalej powstającymi parkami biurowymi, dlatego można rozwinąć tu segment korporacyjny.

Jest to strategia przyjęta ostatnio czy wdrażana od początku? Pracowała pani też przy otwarciu i w pierwszych latach Airport Hotel Okęcie jako dyrektor generalny.

Od początku istnienia hotelu było wiadomo, że obsługuje on zagłębie biur i firm powstających dynamicznie w okolicy. Już wtedy istniała „Domaniewska”, czyli centrum biurowe na Służewcu Przemysłowym, które od tego czasu znacznie się powiększylo, ciągle tworzą się kolejne biurowce. W tej chwili na każdej przecznicy jest centrum biurowe, park biznesowy, biurowiec, galeria handlowa. I chociażby właśnie rozwój tej strefy spowodował, że właściciele Airport Hotel Okęcie uznali, że dotychczasowe 170 pokoi i 700 mkw. powierzchni konferencyjnej to za mało i postanowili rozbudować obiekt do 265 pokoi z centrum konferencyjnym o powierzchni 1,5 tys. mkw. Przy dotychczasowych warunkach hotel nie mógł rozwinąć skrzydeł i silniej korzystać z popytu na usługi noclegowe i konferencyjne, który tu jest i będzie jeszcze większy.

Najbliżej was, na sąsiedniej działce, działa hotel Gromada. To wasza bezpośrednia konkurencja?