Niedawny debiut nowego produktu Google’a – wyszukiwarki noclegów Google Finder – wywołał na rynku zrozumiałe emocje. Wejście Google’a w jakikolwiek sektor oznacza zazwyczaj rewolucję technologiczną i radykalne zwiększenie dostępu do informacji.

 

Iz tego powodu nowy produkt stanowi dobrą wiadomość dla hotelarzy. Z drugiej strony, ekspansja rynkowych gigantów na kolejne obszary nierzadko utożsamiana jest z próbą opanowania rynku i przejęcia części wydatków czynionych przez klienta. Czy debiut Google Findera oznacza zmierzch dotychczasowych systemów rezerwacji noclegów?

 

Gigant wychodzi z cienia

Na razie wszystko wskazuje na to, że firmy oferujące rezerwacje on-line nie tylko mogą spać spokojnie, ale nawet mają szansę skorzystać na nowym produkcie Google’a. Zgodnie z nazwą, Hotel Finder nie ma samodzielnego bloku rezerwacyjnego – a być może w ogóle nie będzie go miał! Chętnych do rezerwacji znalezionego przez wyszukiwarkę noclegu system odsyła do odpowiednich sieci rezerwacyjnych lub strony www właściciela obiektu. To raczej wyszukiwarki hoteli i porównywarki cenowe powinny obawiać się nowego systemu. Jego upowszechnienie się w skali światowej oznaczać może dla nich los popularnych przed 10 laty wyszukiwarek internetowych. Kto dziś jeszcze pamięta Altavistę czy Yahoo? Ale w przypadku Hotel Findera wszelkie prorokowanie może się okazać nietrafione – wszak serwis, pomimo że znajdują się w nim już dziesiątki tysięcy obiektów noclegowych, wciąż znajduje się w „fazie beta”. Przypomina o tym chociażby napis „Experiment” w górnej części ekranu, tuż obok logo wyszukiwarki. Google Hotel Finder, podobnie jak wiele produktów amerykańskiego giganta, powstał niejako naturalnie – przez połączenie różnych, istniejących już w serwisie funkcjonalności.

 

Noclegi i oferty atrakcyjnego spędzenia urlopu już od lat stanowią istotną część zapytań do serwisu Google’a na całym świecie.