Kolejny odcinek autobiografii Conrada Hiltona „Be My Quest” publikowanej na łamach „Hotelarza” w 1972 roku. W tej części o tym, jak Hilton radził sobie w czasach Wielkiego Kryzysu. A było ciężko:

„Na Boże Narodzenie 1928 r. na moje 44 urodziny wykonałem z nawiązką plan, który sobie zakreśliłem – co roku budować i oddawać do użytku jeden nowy hotel (…) Marzyły mi się coraz większe przedsięwzięcia. Chciałem rozszerzyć zakres działalności poza Teksas. Najbliższym miał być hotel w El Paso. Na jesieni 1929 roku ogłosiłem, że zbudujemy hotel wartości 1 750 tys. dolarów. 19 dni po tym oświadczeniu załamał się rynek i nastąpił Wielki Kryzys.

Kiedy cała Ameryka pogrążała się w Wielkiej Depresji jak w ciemnej dolinie, nadeszły dla mnie takie czasy, że nieraz nie miałem już do kogo zwrócić się o ratunek. Za każdym jednak razem, kiedy wydawało mi się, że grunt usuwa się spod nóg i nie ma już dla mniej ratunku, zdarzało się ‘coś’, co dawało promyk nadziei (…).

W El Paso dosięgnął nas Kryzys. Najpierw spadła liczba gości. Nikt nie podróżował, wzrastała liczba bezrobotnych. Co tydzień wpływy z hotelu były niższe, a koszty utrzymania nie zmniejszały się. Usiłowaliśmy więc to zrobić sami. Zamykaliśmy całe piętra, żeby zaoszczędzić na elektryczności i opale. Zlikwidowałem telefony w pokojach, oszczędzając na każdym 15 centów.