W walentynki zmarł literacki idol z czasów młodości Daniel Passent, który pod pseudonimem Bywalec pisywał, że czyjś tam tekst jest płaski… jak naleśnik. RIP, Panie Ambasadorze. Naleśniki uwielbiam, zwłaszcza bretońskie, ale płaskości do dziś nie toleruję, począwszy od kształtów kobiecych, aż po płaskoziemców pospolitych. Bardziej toleruję azjatyckie przekąski ze świerszcza domowego Acheta domesticius, a właśnie urzędnicy KE zezwolili na wprowadzenie go do obrotu na terenie Unii. A więc kotlet z szarańczy za rogiem, jak Żubr.

OOptymistycznie wymyśliłem, że jeśli napiszę ten felieton w walentynki, to nasiąknie miłością z mediów społecznościowych oraz morza reklam z różowym serduszkiem i przyćmi zbyt śliski dla nas lód i za obfite niemieckie (pewnie chińska podróba) kombinezony na olimpiadzie. Mój ojciec mawiał z dozą politowania, że złej tanecznicy przeszkadza rąbek u spódnicy. Nie wiem, jak stoimy w balecie, ale naszym sportowcom zimowy chiński wiatr strasznie wiał (niestety nie pod narty).

Ale co tam Beijing, prawdziwe rekordy padają w kraju. Nowy ład miał nas uratować, a na razie pogrążył twórców. Teraz inni będą to odkręcać, wciąż za naszą kasę. Wynegocjowaliśmy najdroższe w historii porozumienie dobrosąsiedzkie (z Czechami w sprawie Turowa), pozbyliśmy się części dotacji unijnych. No bo w końcu po co nam one, skoro wszyscy mają dosyć i chcą wyjechać? Lepiej, żeby pieniądze zostały w Unii.