Na tegorocznych targach ITB Berlin, największym wydarzeniu branżowym świata turystyki i podróży, sala zamarła, gdy prof. Stefan Gössling, autorytet w dziedzinie turystyki zrównoważonej stwierdził, że wchodzimy właśnie w „początek epoki nieturystyki”. Prognoza brzmiała jak katastroficzna wizja, ale jej fundamenty są realne: rosnące koszty klimatyczne, ekstremalne zjawiska pogodowe i coraz wyższe bariery dla podróży międzynarodowych.

Stefan Gössling, profesor szwedzkiego Linnaeus University, przypomniał, że masowa turystyka narodziła się w Europie 80 lat temu, a na dobre rozwinęła wraz z wprowadzeniem Boeinga 747 na przełomie lat 60. i 70., który umożliwił przewożenie dużej liczby ludzi, a dzięki temu tanie, długie loty na odległych trasach.

Jego zdaniem za kolejne osiem dekad może jej już praktycznie nie być i wskazywał na takie przykładowe czynniki jak: topniejący śnieg w Alpach odbierający sens ekonomiczny kurortom narciarskim, wybrzeża południowej Europy pozbawiane plaż przez erozję, susze zmuszające hiszpańskie hotele do sprowadzania wody cysternami, pożary regularnie trawiące greckie wyspy. W opublikowanym niedawno badaniu określił wyspy Morza Egejskiego – Rodos, Kos i Mykonos – jako najbardziej krytyczny hotspot turystyczny kontynentu, a na drugim miejscu wyspy Jońskie z Korfu.

Koszty klimatu uderzą w model turystyki masowej

Te zjawiska oznaczają narastające koszty, któ