Rozmowa z Łukaszem Płoszyńskim, wiceprezesem zarządu sieci Focus Hotels

W ub.r. sieć Focus Hotels zanotowała rekordowe przychody w wysokości ponad 186 mln zł, o ponad 10 proc. większe niż rok wcześniej, z kolei RevPAR wzrósł o niecałe 7 proc. To na czym udało się osiągnąć jeszcze większe przychody i co to mówi o rynku?

W zeszłym roku mieliśmy do czynienia ze stabilizacją obłożenia, które wzrosło o 1,7 p.p. i mniejszą dynamiką wzrostu cen – o 4,1 proc.

– niż przyzwyczaiły nas do tego poprzednie lata. Udało nam się natomiast wypracować duże wzrosty w gastronomii, tutaj procentuje doświadczenie wyniesione z faktu posiadania również niehotelowych restauracji, w tym jednej wyróżnionej w przewodniku Michelin, jak również wsparcie Centralnego Działu Sprzedaży, co miało bezpośrednie przełożenie na wartość sprzedanych konferencji i imprez. Pozwoliło to wygenerować wzrosty w tym segmencie przekraczające 22 proc. w porównaniu do 2023 r.

To znaczy, że w ubiegłym roku dało
się zaobserwować wyraźny wzrost popytu konferencyjnego?

Tak, zdecydowanie. Szczególnie dla naszych konferencyjnych obiektów w Warszawie i Lublinie, był to rekordowy pod kątem przychodów rok. Wzrost w Warszawie w tym segmencie wyniósł 19 proc. a w Lublinie 37 proc.

STABILIZACJA CZY DYNAMICZNY WZROST
To ubiegły rok był rokiem stabilizacji i dojścia już do pełnej normalności rynku po pandemii, czy cały czas był to rok dynamicznego wzrostu?

Patrząc historycznie, mieliśmy pandemię, po niej te wzrosty były oczywiście najszybsze, z racji na to, że startowaliśmy z poziomu bliskiego zera. Następne lata to presja inflacyjna, która wszystkim bardzo pomagała w generowaniu wyższych przychodów przez wyższe ceny. Dzisiaj inflacja znacząco spadła i ceny przestały rosnąć w tak szybkim tempie. Oznacza to dla nas stabilizację obłożenia i wzrosty cen na poziomie inflacji natomiast może to się różnić w zależności od danego rynku. Warszawa jest bardzo mocna, ale już np. we Wrocławiu, gdzie otwieramy hotel w tym roku i pilnie obserwujemy ten rynek, widzimy, że jest to obecnie jedno z najsłabszych miast pod względem dynamiki. Tam mamy do czynienia z wysyceniem rynku, bo otworzyło się sporo nowych obiektów i otwierają się kolejne. Do tego noclegi powiązane z działalnością fabryki LG, które w dużej mierze napędzało te wzrosty w poprzednich latach też z racji przeniesienie części produkcji do USA znacząco spadły. Natomiast Warszawa przyjęła bardzo dużo obiektów, kolejne są w drodze, a rynek cały czas się rozwija bardzo dobrze.

To nie obawiacie się teraz wejścia do Wrocławia, że będzie to trudny projekt do zarobienia choćby na dzierżawę?

Nie mamy takich obaw. Po pierwsze, to nie jest duży obiekt, bo ma 87 pokoi, po drugie ma doskonałą lokalizację w samym centrum przy głównej arterii, a jednocześnie w bliskim sąsiedztwie Rynku, po trzecie będzie to bardzo atrakcyjny produkt. Jestem przekonany, że sobie poradzi odbierając rynek konkurencyjnym hotelom. Natomiast patrząc trochę dalej do przodu, analizujemy w tym mieście szereg różnych projektów, zwłaszcza w kontekście dużo większych obiektów i wtedy tych znaków zapytania jest więcej.

Patrząc generalnie na ubiegły rok, było w nim coś zaskakującego pod względem rozwoju sytuacji na rynku hotelarskim?

Nie. Było dokładnie tak, jak to przewidywaliśmy.

To prognozując przychody na rok 2025 spodziewacie się bardzo zbliżonych do 2024, nie licząc przychodów z trzech otwieranych hoteli?

Będą na pewno wyższe, co widzimy już po pierwszym, bardzo udanym kwartale, w którym osiągnęliśmy 16-proc. dynamikę wzrostu przychodu całkowitego na całej naszej działalności, czyli w hotelach i restauracjach.