Zarobki w hotelach uchodzą za niskie, bo też i większość pracowników tej branży zatrudnionych jest na stanowiskach recepcjonistów i pokojowych, a tu rzeczywiście pensje rzadko przekraczają 2 tys. zł netto. Z drugiej strony, dobrych dyrektorów generalnych i dyrektorów sprzedaży pracodawcy wyrywają sobie z rąk, dzięki czemu to kandydaci mogą dyktować warunki

Prezentujemy trzecią edycję raportu „Hotelarza” przedstawiającego rzeczywiste zarobki w branży hotelarskiej (poprzednie w latach 2009, 2013). Powstał on na podstawie ankiety wysłanej do naszej ponad dziesięciotysięcznej bazy adresowej pracowników hoteli oraz na podstawie bezpośrednich rozmów z hotelarzami. Łącznie zebraliśmy ok. 500 danych dotyczących dokładnych zarobków w różnych pod względem kategorii, wielkości, położenia i „sieciowości” obiektach. To największe i najbardziej szczegółowe badanie wynagrodzeń w polskim hotelarstwie (prezentujemy część z zebranych danych, ponieważ często siłą rzeczy powtarzają się one; skupiliśmy się na hotelach średniej i wyższej kategorii). Co z niego wynika? Chociaż rozrzut zarobków, jak w każdej branży, jest bardzo duży – od ponad 30 tys. zł dla dyrektorów generalnych największych hoteli 5-gwiazdkowych po 1,3 tys. dla pokojowych i recepcjonistów w małych, lokalnych obiektach (wszystkie zarobki w tym tekście podajemy netto), to jednak widać, że w ramach poszczególnych działów są one do siebie zbliżone. W działach służby pięter i recepcji (nazywanej niegdyś służbą parterową) – a ich pracownicy stanowią ponad 70 proc. wszystkich zatrudnionych w hotelarstwie – zarabia się zazwyczaj do dwóch tysięcy zł. W najlepszych i/lub największych hotelach płace mogą osiągać ok. 2,5 tys. zł (i więcej w przypadku recepcjonistów). Kierownicy tych działów zarabiają ok. 2,5 – 3 tys. zł, a rzadko przekraczaną granicą są 4 tys.