Hotelowa Australia, cz. 2
Mariusz Jarymowicz
jest podróżnikiem i fotografem
Urulu czyli Ayers Rock, jak wolą angielscy osadnicy wraz z oddalonymi o 50 km skałami Kata Tjuta (ang. The Olgas) to niekwestionowane serce Australii, święte
zarówno dla rdzennej ludności jak i dla osadników przybywających na ten piękny kontynent od 240 lat. Dla pierwszych, ze względu na tradycję i
wierzenia, dla drugich ze względu na dochody, jakie czerpią z turystyki opartej na zwiedzaniu tych tajemniczych tworów geologicznych, co do okoliczności powstania
których do dziś spierają się geolodzy.
Aborygeni twierdzą, że to właśnie wśród skalistych gór Urulu i Kata Tjuta narodziło się życie na Ziemi. Liczne ślady
bytności człowieka oraz specjalnie oznakowane święte miejsca, których nie wolno fotografować świadczą o szczególnym charakterze tego
miejsca, znajdującego się w samym centrum półpustynnego krajobrazu otaczających je równin.
Oddalone o blisko 450 km od Alice Springs, do niedawna były pozbawione nowoczesnej bazy noclegowej. Jednak w odległości 20 km od Urulu, w miejscowości Yurala powstała i
jest stale rozbudowywana baza noclegowa, składająca się z szeregu prywatnych inwestycji hotelowych skoordynowanych jednak w harmonijną całość,
która uzupełnia się na wzajem zarówno pod względem kategorii jak i klimatu architektury budynków i ich wnętrz.
Cały kompleks jest wyrazem zasady, że w trudnych warunkach łatwiej jest przetrwać w grupie niż jako jednostka. Zasadę tę dobrze ilustruje historia,
zaginionego wielbłąda i upartego naukowca, która została wykorzystana do PR-owej identyfikacji przez jeden z hoteli o nazwie „Zagubiony
Wielbłąd”.
Zewnętrzna, centralna bryła hotelu, dobrze widoczna od dojazdowej uliczki jest futurystycznie prosta i nie zawiera praktycznie żadnych elementów dekoracyjnych.
Swoją surowością nawiązuje wprost do otaczającego ją surowego krajobrazu. Połączenie sino-szarego i czerwono-rudego koloru
przenikających się brył jest nawiązaniem do kolorów skał, które w ciągu dnia są czerwono-rude, a o zmierzchu czy nawet w ciągu
dnia oglądane z odpowiedniej strony pod słońce jawią się jako sino-szare tajemnicze monumenty.
Zasada zabudowy jest nam dobrze znana z opisywanych w poprzednim odcinku mniejszych obiektów o charakterze przydrożnych i miejskich moteli. Budynek hotelowy składa się
z czterech skrzydeł otaczających wspólny, pięknie zagospodarowany i osłonięty od hulających często w tych stronach wiatrów dziedziniec.
Futurystyczna prostota przenika również do architektury wnętrza, co nie przeszkodziło w uzyskaniu przytulnej, przyjaznej dla gościa hotelowego atmosfery.
Po wejściu do hallu recepcyjnego, od razu znajdujemy się w przestrzeni, którą z jednej strony zamyka długa i dobrze zorganizowana strefa z ladą
recepcyjną, z drugiej zaś strony wypełniona jest elementami wyposażenia wnętrza stwarzającymi atmosferę miejsca, w którym można
odpocząć, poczytać książkę, spotkać się ze znajomymi planując wspólną wycieczkę. Na ścianie za ladą
recepcyjną umieszczono krótką historię o zagubionym wielbłądzie. Nie sposób jej nie zauważyć podczas rejestracji i dopełniania
formalności.
Funkcjonalizm projektu jest przede wszystkim podporządkowany turystom, którzy są gośćmi. Czytelne są zarówno ciągi komunikacyjne,
rozprowadzające gości po pokojach, jak również grafika wspomagającego oznakowania
Znajdując się w hallu recepcyjnym nie mamy wątpliwości gdzie się udać, aby ostatecznie, po trudach całodziennej podróży
znaleźć przytulnie urządzony pokój. I tu architekt wykazał dużą pomysłowość. Na samym środku umieszczono wygodne, duże
dwuosobowe łóżko, które organizuje przestrzeń, dzieląc ją na trzy strefy. Niewielką choć wystarczającą
przestrzeń wypoczynkową z dwoma fotami i małym stolikiem przestrzeń samego łóżka stanowiącą najważniejszy element, czyli
wygodne miejsce do spania oraz za wezgłowiem łóżka przestrzeń, w której znajduje się duża, wygodna umywalka z szafką i
półką na ręczniki i bieliznę oraz przybory toaletowe. W bezpośrednim sąsiedztwie tej strefy umieszczono dwa oddzielne pomieszczenia - kabinę
prysznicową oraz toaletę, oba z dużym oknem od podłogi aż po sufit z widokiem na zakrzewiony niewielki ogródek.
Okno oczywiście posiada dobrej jakości gumowane zasłony, choć patrząc w stronę ogrodu, nie mamy wątpliwości, że nikt nie jest w stanie
zajrzeć do środka ingerując w naszą intymność. Prostota przeplata się tu z pomysłowością architekta, co jest przez turystów
odbierane jednoznacznie pozytywnie. Mają zapewniony komfort, czują, że są w miejscu innym, unikalnie zaprojektowanym a jednocześnie wiedzą, że
cena, którą płacą za nocleg nie zawiera kosztów nadmiernej fantazji w zakresie dekoracji wnętrza. Jest to typowy dla współczesnej Australii
projekt minimalistyczny.
Jak zwykle w Australii, zarówno tkaniny obiciowe, pościel i wykładzina podłogowa to produkty, na których nie oszczędzano. Są to wyroby typowo hotelowe,
wysokiej jakości, gwarantującej długi okres użytkowania. Zabudowę wnęk, szafę ubraniową i szafki łazienkowe wykonano z płyt meblowych
laminowanych i dobrze zabezpieczonych na krawędziach grubą plastikową listwą wykończeniową. Do oświetlenia użyto zarówno
świetlówek w strefie przy umywalce, jak i tradycyjnych żarówek do oświetlenia toalety, kabiny prysznicowej i ogólnego oświetlenia pokoju oraz strefy z
fotelami.
Standardem jest oczywiście telewizja satelitarna i telefon. Internet jest ale za dodatkową niewielką opłatą
Obiekty hotelowe w Yurala, tworzą dobrze zaprojektowany od strony urbanistycznej konglomerat, którego centralnym miejscem jest nowoczesny mini rynek ze sklepami, kilkoma
restauracjami, pocztą, apteką i posterunkiem policji. W niektórych hotelach zrezygnowano z własnych restauracji. Śniadanie na specjalne zamówienie
podawane jest do pokoi. Natomiast dla osób, które chcą zjeść śniadanie w restauracji, dostępne są zarówno lokale przy mini rynku jak i
restauracje sąsiadujących hoteli.
Jest to wygodne zarówno z punktu widzenia turysty, jak i inwestorów, ponieważ pozwala z jednej strony na swobodę wyboru formy posiłku, z drugiej zaś strony
inwestorzy mają dużą swobodę podczas procesu tworzenia planu biznesowego swojego przedsięwzięcia. Każdy inwestuje w ten sektor, w którym
czuje się najpewniej, natomiast nad kompletnością oferty dla turystów a co zatem idzie atrakcyjnością bazy noclegowej czuwa urbanista pracujący dla
lokalnej administracji państwowej, osady Yurala. Jak widzimy, miejsce, które swą magią przyciąga rok rocznie tysiące turystów, jest
zorganizowane kompleksowo. Nawet półpustynna lokalizacja jest pod ścisłą kontrolą planistów i władz lokalnej gminy, ponieważ to
służy wszystkim. Inwestorom, bo maja dobrze sprecyzowane warunki zabudowy, lokalnej społeczności, bo dobra organizacja i plan biznesowy gminy przyciąga
inwestorów i wreszcie turystom, których nie straszą przypadkowe pomysły architektoniczne prywatnych inwestorów. Finanse są w harmonii z dobrą
organizacją na poziomie gminy, urbanistyką i architekturą poszczególnych obiektów. Nikt nie ma wrażenia, że wydał pieniądze w
sposób niewłaściwy.
Współpraca pomiędzy Zarządami otaczających ze wszystkich stron miasteczko Yurala Parków Narodowych i Rezerwatów oraz władzami gminy jest
widoczna na każdym kroku, od terenu bazy noclegowej poprzez infrastrukturę dróg i ścieżek łączących miejsca ważne dla turystów
po dobrze zorganizowane punkty informacji turystycznej w pobliżu wszystkich odwiedzanych obiektów.
Mariusz Jarymowicz
|